Skocz do zawartości
Centrum gier Lion Project

Anonimowa

Members
  • Liczba zawartości

    3
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Ostatnia wygrana Anonimowa w dniu 21 Maj 2016

Użytkownicy przyznają Anonimowa punkty reputacji!

Profile Information

  • Gender
    Female
  • Location
    Świat

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Anonimowa

    Urodziny PokeGry - 2016

    http://lion24.pl/topic/7549-anonimowa-konkurs-urodzinowy-2016/
  2. Idę polną ścieżką do magazynu. Moja koleżanka, Sara, chce, abym się z nią tam spotkała. Dochodzę tam po ok. 10-15 minut, no może i po całej godzinie. Widzę ją przed wejściem. Rozmawia z jakimś chłopakiem. Z dala wygląda to, jakby flirtowali, jednakże mam pewne zastrzeżenia. Po chwili ciągnie ją do środka budynku. Mimo podwyższonych rzepek w kolanach, uruchamia mi się tryb a la Usain Bolt (tylko nie aż tak szybko). Biegnę, a raczej skaczę drogą skróconą, gdyż znajduje się między krzakami. Zauważam zakręt za kilkoma dębami. Skręcam nim, a tam radar i trójka policjantów. Każdy wpatrzony jest w radar. Po chwili jeden z nich mówi: - Dzień dobry, Leśna Komenda Miejska… - Przepraszam, mnie się spieszy- i przyspieszam. Kątem oka zauważam, że jestem przez nich ścigana. Postanawiam więc znowu skakać między krzakami, niż udawać Usaina Bolta na prostej drodze (co z tego, że przedłużę w ten sposób drogę?). Skacząc, zauważam dziurę. Stwierdzam, że to wcale nie taki głupi pomysł, by przeczołgać się nią. Wchodzę, a do środka magazynu dostaję się dzięki bardzo przydatnej technice ninja, tj. skok przez okno z trzema saltami, po czym tzw. gleba. Już z odległości ok. kilometra można stwierdzić, że jego konstrukcja jest bardzo zaniedbana; widać wiele zniszczeń. Jednakże wnętrze imponuje pojemnością- tysiące kartonów, śmieci, kurzu itd. itp., a można jeszcze wstawić ponad sto bardzo dużych przedmiotów typu dźwig. Według legendy jest tu nawet przejście do innego świata, a nocą duchy przechodzą przez nie i napełniają to miejsce życiem! Skradam się najciszej jak tylko mogę, gdy nagle słyszę pisk Sary. Prędko idę w jego stronę i widzę, że ten chłopak, z którym rozmawiała, trzyma nóż w ręku oraz powoli idzie w jej stronę. Biorę do ręki porcelanową figurkę, a następnie rzucam w stronę chłopaka. Trafiam idealnie w głowę, jednak nie mdleje (a szkoda). Teraz idzie w moją stronę, więc uciekam. Po chwili słyszę też tupot i sapanie zmęczonych policjantów. Wskakuję do pierwszego lepszego kartonu na główkę w celu ukrycia się. Jest jedno “ale”. Zamiast mocno uderzyć w podłoże kartonu, zapaść w śpiączkę, kręgosłup złamać czy coś w tym stylu, JA NADAL SPADAM W DÓŁ! Wpadam na trawę. Rozglądam się i widzę las, pewnie Unovy, oraz kilku ludzi. Zastanawiam się, czemu oni są wielkości Godzilli, gdy nagle spoglądam na własne nogi. Są małe, żółte i bardzo słodkie. Potem patrzę na własne ręce. Zamiast nich mam jasnoniebieskie skrzydełka. Pierwsze, co mi przychodzi na myśl, to fakt, że zmieniłam się w Piplupa i jestem w świecie PokeGry (gdyż innej opcji nie przyjmuję). - Piplup? Jak to możliwe?- słyszę za sobą. Odwracam się i widzę wysokiego chłopaka. Jego strój przypomina Pikachu.Osobiście nie przeszkadzają mi czyjeś upodobania dotyczące ubrań, jednak on wygląda kiczowato. Obok chłopaka stoi Infernape. - Wskoczyłam do kartonu i, zamiast się w nim znaleźć, poleciałam w dół!- odpowiadam najszerzej jak się tylko da. Niestety, chłopak nie rozumie, a Infernape zaczyna się śmiać, chociaż nie rozumiem, jak coś takiego może być śmieszne. - Rozumiesz coś?- pyta się towarzysza, który pozytywnie kiwa głową.- Bo ja nie. Oboje wybuchamy śmiechem. Przecież to tylko dziurawy karton! Trener patrzy trochę na mnie i trochę na Infernape’a. Przez jego zdezorientowanie jeszcze bardziej śmiejemy się. - W sumie przydałby mi się któryś z wodnych pokemonów. Infernape’ie, walcz z nim. Nagle poczułam, jakby uderzyło we mnie uczucie, że zaraz mam zostać przetrzymywana w ciasnym pokeballu. - Przecież to jest ona- poprawia go, ale chłopak i tak nie rozumie. - Gdzie ty się patrzysz?! - Przepraszam, już nie będę. - Jeśli mam być szczery, to nie mam ochoty na walkę z tobą, ale jeśli już, to najwyżej będziemy udawać. - Dobra, jakoś to będzie. - Walczcie już- niecierpliwi się chłopak. Infernape szykuje się do ataku. W tym samym momencie stwierdzam, że spróbuję zaatakować bąbelkami lub czymś podobnym... … a to także odczuwa jego trener (po prostu mój cel, a poza tym, to nie wiem, jak mi to wyszło). - Infernape, spal go!- Biedny chłopak, cały przemókł. - Ale to jest dziewczynka… - Kawaii dziewczynka- dodaję. - Ja po prostu nie mogę- śmiejemy się. - My tylko udajemy… - Faktycznie, sam tak powiedziałem. - Infernape’ie, czy ty rozmawiasz z Piplupem, którego masz pokonać?- Nie ma to jak ten szok. - Tak- odpowiada uśmiechając się. Po chwili zwraca się do mnie.- Dobra, zrobię zdenerwowaną minę, żeby to jakoś wyglądało. I rzeczywiście robi... - Więc powiadasz, że jesteś zdenerwowany? - Uważaj, bo zginiesz- śmiejemy się. - Nie sądzę. - Au…- ognisty pokemon pada, nie rusza się. Jego trener wygląda, jakby wodospad Niagara chciał wydostać się z jego oczu. Dobrze go rozumiem, w sumie sama też bym tak pewnie zareagowała, gdyby w podobnym stanie byłby mój Swampert. Zauważam jednak, że Infernape leciutko drży, śmieje się. Nie wiem, z czego, ale się śmieje. - Infernape? Co tu jest do tłumaczenia? Chłopak jest przerażony i tyle. - Nie martw się o niego- po cichu objaśnia mi ognisty pokemon.- On często dramatyzuje, a zwłaszcza, gdy walczę. Marny z niego trener, ale serce ma wielkie. - Warto wiedzieć, tylko czemu tak długo leżysz? - Od tych twoich ataków muszę trochę odpocząć. - Aż takie mocne są? - Wobec mnie to na pewno. - No faktycznie. - Już nie przedłużam. - Mam wrażenie, że to chyba zakończy walkę. - Zgadzam się. - Miło było cię poznać. - Ciebie również. Jak przewidziałam, ten ruch jest tym kończącym. Infernape wraca do pokeballa, a trener ze łzami w oczach ucieka do najbliższego miasta. Po chwili słyszę klaskanie. Patrzę w prawo, a tam grupa trenerów wraz z pokemonami stoi już od dłuższego czasu, pewnie od początku walki. Jeden z nich trzyma telefon i nagrywa to. Przez chwilę jestem oszołomiona, czasem przyglądam się im, a czasem otoczeniu, po czym zaczynam klaskać z nimi (przynajmniej próbuję), uśmiechając się. Wszyscy śmieją się. Chcę odejść z klasą, lecz wpadam na liść, na którym serfują aż do wejścia Jaskini. Przy wejściu zeskakuję z niego i zaczynam ją zwiedzać. Dużo kamieni, zacienionych miejsc i w ogóle. Zumbaty mogłoby się zadomowić. Zamiast nich wyczuwam przytłaczającą aurę. Pewnie jest spowodowana obecnością duchów. Na spotkanie nie muszę czekać długo. - Witaj- słyszę za sobą. Odwracam się, a tam lewitujące kamienie układają się w kształt bliżej nieokreślonej postaci, po czym spadają. - Co tu robisz?- pyta mnie ktoś za mną. Znowu jestem zmuszona do odwrócenia się. Widzę trzy Hauntery, uśmiechają się. - Tak jakoś zachciało mnie się podróżować w nieznane i tak jakoś trafiłam tutaj. - Fajnie, miło cię widzieć. - Was również. - Chcesz sobie trochę polatać?- wyskakuje z takim pytaniem Haunter w środku, a następnie zaczynają mną podrzucać. Wszyscy się cieszą, nawet trochę macham skrzydełkami, by poczuć się jak na przykład taki Yveltal podczas lotu. - Matko Boska- słyszymy nagle. Okazuje się, że to ten sam trener, którego jakiś czas temu pokonałam.- Czy...? Hauntery znikają, a ja spokojnie opadam w dół. Odwracam się w jego stronę, dzięki czemu chłopak i Infernape rozpoznają mnie. Trener wygląda na przerażonego, zaś pokemon przypomina uśmiechniętego. Chwilę się sobie przyglądamy. - Piplup? Nagle, jak na jakiś wyznaczony sygnał, obydwoje gdzieś znikają. Lekko się uśmiecham, lecz stwierdzam, że wolałabym znaleźć wyjście niż tu sterczeć. Pingwinim truchtem przebiegam do wysokiej, skalnej ściany. W kącie słyszę jakieś zawodzenie. Podchodzę bliżej i widzę Banette. - Mogę pomóc? - A masz Dominika? - Nie, ale czy chcesz się przytulić? - Chętnie. Banette ledwo podnosi się, gdy nagle słyszymy dwa, a nawet więcej głosów. Dochodzą z podziemi. - Piplup powiadasz? - Tak, na pewno jest w zmowie z twoim byłym pokemonem, żeby teraz się zemścić. - Dobra, ale nawet nie waż mi się kłamać. - Spokojnie, spokojnie. Duch pokazuje mi ukryte przejście i każe uciekać, a z nimi to sobie poradzi. Wchodzę, a Banette przykrywa wejście kamieniem. Za sobą słyszę odgłosy walki, ale nie wiem, po której stronie znajduje się zwycięstwo. Jestem smutna, że nie mogłam pomóc, jednakże idę dalej, aż do Miasta Viridian. Widzę ludzi, domy, pokemony… jak na miasto w końcu przystało. Idę w stronę Pokecenter, a tam… - Ależ mój Cyndaquil nadaje się idealnie.- Dziewczyna jest oburzona. - No właśnie nie- tłumaczy pracowniczka.- Potrzebujemy P-I-P-L-U-P-A, a przynajmniej pokemona typu wodnego. Wystarczy jeden pokemon typu ognistego. Trenerka jest zbyt zajęta kłótnią, by zauważyć, że jej Cyndaquil wymknął jej się z ręki. Podchodzi do mnie, ale nie w celach pokojowych. - Myślisz, że jak tu jesteś, to od tak sobie przyjmą cię na paradę? - A co, zazdrościsz?- Nie wiem, o co chodzi, ale muszę udawać, że wiem. - Przecież to moja działka! - Czyżby? I tak właśnie zaczyna się kolejna sprzeczka… Po chwili podbiegają do nas trenerka, która bierze swojego “ukochanego szkraba” oraz pracowniczka Pokecenter. Jest uradowana. - Ależ ten Piplup spadł mi z nieba. Nie wiem, kto jest twoim trenerem, ale teraz parada może się zacząć! * * * Zostaję umieszczona za Snivy’m. Po prostu mam iść za nim przez całe miasto, a na końcu wejść na podium z jakimś tam trofeum. O trasę nie trzeba się martwić, gdyż jest oddzielona barierkami. Czuję jednak, jakby ci wszyscy ludzie chcieli mnie tak mocno wgnieść w ziemię i nie wyciągnąć z ewentualnej dziury. Stresuję się, ale na sygnał gwizdka zaczynam iść. Byleby nie wypaść głupio… Idąc, mogę skupić się na śmiesznych ludzkich rozmowach. Raz jakaś matka uspokaja dziecko, gdyż inaczej nie dostanie Charizarda, raz Administrator tłumaczący początkującemu trenerowi, że “urodziny PokeGry są bardzo ważnym świętem dla trenerów w dziejach całej historii pokemonów”, a nawet dziewczynka ucząca Miltanki śpiewu. Gdyby tylko miały talent… Parada kończy się. Wchodzę na podium, a Administrator wręcza mi Trofeum Pokemona Roku wraz z czarną torbą. Opowiada trochę o wszelakich różnościach, trochę o grze, a przemówienie kończy się wystąpieniem “profesjonalniej” grupy tanecznej oraz recytacją wierszy przez (uwaga, uwaga!) pokemony. Pierwszym pokemonem, który coś mówi w ogóle, jest Oshawott. Zaczyna. W lesie drzewa powstają, Na łące kwiatki atakują, A na niebie Słońce przyświeca. Śnieg już nie zaśmieca, Wiosna jak ta zwrotka… - Niedorozwinięta- przerywam, nie mogłam się powstrzymać. Wszyscy się śmieją, a Oshawott wygląda, jakby chciał mnie zabić oczami. Uciekam więc do Lasu Ariańskiego, chowając trofeum do torby. “Wędrówka krajoznawcza” zaczyna się od tego, że od jakiejś dziewczyny dostaję kilka słodkich borówek. W zamian za to przytulam ją oraz jej Turtwiga (tak po prostu) i idę dalej. Jakieś 50 metrów dalej widzę Parlaxi. Rozmawia z kimś, jedząc… drożdżówkę z kruszonką, rodzynkami i miodem! - Też widzisz to co ja?- pyta Pikachu. - Jeśli chodzi ci o drożdżówkę, to tak. - Musimy ją zdobyć. Umiesz tańczyć? - Nie. - To powtarzaj za mną. - Jaki uroczy tancerz- mówi podchodząca do nas Parlaxi.- W nagrodę możesz dokończyć moją drożdżówkę. Mam nadzieję, że się nie otrujesz.- Daje ją Pikachu i odchodzi. - Dobra jest?- pytam, gdy ugryzł ją kilka razy. - Tak. Po chwili zauważam, że Parlaxi je mieszankę studencką. Podchodzę do niej i próbuję wyżebrać od niej trochę. - Parlaxi, mogę? Jednakże ignoruje mnie. Korzystam z planu B: gonić ją i krzyczeć najgłośniej jak się da. Zaczynam więc mój bieg, wrzeszcząc “PIPLUP, PIPLUP, PIPLUP”. Wszyscy dokoła śmieją się, a Parlaxi nie wie, o co chodzi. Odwraca się, a ja uciekam za nią, nie przestając krzyczeć. - O co chodzi?- pyta w końcu. - Spójrz za siebie- odpowiada chórkiem kilka osób. Po raz drugi odwraca się i patrzy na mnie. Przestaję krzyczeć, a zaczynam (przynajmniej próbuję) groźnie wpatrywać się w nią. Z upływem kilku sekund, mówię: - Piplup?- Wszyscy śmieją się, nawet Parla, która gdzieś tam odchodzi. - A jedzenie?- Nie, żebym jakoś dramatyzowała, ale zostałam zignorowana! - Mój trener i tak jest zajęty rozmową, więc ci pomogę- zaczepia mnie Pachirisu.- W sumie też jestem głodny. Mam pomysł. Pokemon objaśnia mi po cichu, co mam robić. Po chwili nasza dwójka blokuje drogę Parlaxi. Robimy słodkie miny i pytamy, czy możemy trochę. - Dobrze, Pachirisu, dostaniesz, mimo że nie wiem, skąd ty się tu wziąłeś.- Dziewczyna, jakby nigdy nic się nie stało, daje nie mnie, ale jemu jedzenie, a ja to w ogóle duch jestem i nikt nie widzi. Wyczuwam zemstę… - AHAHAHAHAHAAHHAAHHAHAHAHAAHHA, i bardzo dobrze ci tak- słyszę za sobą głos Oshawotta. To ten sam, któremu przerwałam. Pewnie teraz szykuje zemstę.- Nigdy nie dostaniesz od niej jedzenia, bo ja jestem lepszym pokemonem od ciebie! - A chcesz się przekonać? - O co ja jestem, że mam ci się ze wszystkiego tłumaczyć, co?! - TAK!!! - To do mnie było to “TAK”?! - A co, nie widać? - No co ty? - Że co, ja?! - Nie, ja! Nie wiem, jak długo to trwa, ale podbiega do nas Parlaxi i nas rozdziela. - Ależ spokojnie. Nie ma już powodu do kłótni- po czym zwraca się do mnie.- Mam dla ciebie pyszniusią jagodę. Dostaję taką czerwoną, która ma coś w stylu kolców na sobie. - U mad, bro?- pytam Oshawotta. Parlaxi, zemsty nie będzie. - Co? Ale jak ty masz to jedzenie?!!! Wkładam sobie jagodę do buzi, gdyż jestem tak głodna, że szkoda gadać, ale... … no właśnie- jest jedno wielkie “ale”- to jest tak ostre, że po prostu nagle znam ruch zwany flamethrower… - Zaraz, co ja ci dałam? A no tak, nie to, co trzeba. Przepraszam, nie chciałam.- śmieje się i odchodzi. - Że co…? - I bardzo dobrze zrobiła- komentuje Oshawott. Patrzę na niego i używam hydro pumpa, żeby wypuścić mój tymczasowy gniew, po czym uciekam rowerkiem (nie pytaj, skąd go mam) na Ukrytą Wyspę. Teraz stoję przed trzema przejściami. Mija chwila, za nim wybieram Dolinę Lawy (słyszę tam bardzo podejrzane odgłosy, które mogą przyprawić o uczucie strachu). Ledwo, co robię kilka kroków, a po drugiej stronie pięciu trenerów (z czego jeden jest tym, który bardzo dobrze mnie zna), Infernape, Onix, Golem, Sudowoodo i Elekid otaczają Moltresa, który nie jest zadowolony. - Wreszcie jakaś legenda będzie należeć tylko do nas- cieszy się jeden z nich, prawdopodobnie lider.- Teraz zostało pokonać… - PIPLUP!- krzyczę, biegnąc w ich stronę.- PIPLUP, PIPLUP! Oni i ich pokemony odwracają się ze zdziwionymi minami. - To ten, o którym mówiłeś? - Dokładnie- odpowiada.- Wygląda uroczo, a jest straszny. Trener z Elekidem lekko chichocze. - O to się nie martw- ja go pokonam.- Podchodzi bliżej, lecz jest już za późno. Elekid leci do tyłu, a następnie mocno uderza w ścianę. Musi go boleć. - Ele… - Sudowoodo, ty dasz radę- mówi trener z zielonym irokezem, lecz chyba do ściany. Sudowoodo chowa się za kamieniem i udaje, że w ogóle go tu nie ma. - Onixie…?- pyta kolejny, sądząc po wyglądzie bliźniak wcześniejszego. Jego pokemon ukrył się trochę dalej. - No cóż…- wzdycha lider w stroju Charmandera.- Wygląda na to, że tylko Golem oraz Infernape są zdolni walczyć… Jednak jest w błędzie. Infernape sprzeciwia się rozkazowi ataku, a Sudowoodo pada od ataku Froakie i Moltresa. - Cześć, razem z Froakie i Piplupem przyszliśmy pomóc. Pokażę ci sztuczkę- Squirtle uśmiecha się, a następnie podskakuje i … Co prawda Golem jeszcze stoi na nogach, więc wspomagam atak. - A mogłem go dobić…- żali się żółwik. - Przestań gwiazdorzyć- ripostuje Froakie, po czym zwraca się do mnie.- Miło cię poznać, Piplupie. - Ciebie i Squirtle również. Podobno jest z wami też inny Piplup. - Prawda, tylko gdzie…? - Hej, Onix!- słyszymy nagle. Wszyscy, łącznie z trenerami, którzy jeszcze nie uciekli (czyli ich lider i od Onixa właśnie), rozglądają się zdezorientowanie. Mija chwila, nim znajdujemy tego pokemona, który… no cóż… jakby to opisać. Jest po prostu oszołomiony. - Ja wychodzę. Onixie, chodźmy.- Pokemon wraca do pokeballa, po czym trener odchodzi. - No cóż… zostałem sam. Jednak nie opuszczę tego miejsca, dopóki nie zdobędę Moltresa.- Jaki ten gościu jest uparty… Chłopak wypuszcza Charizarda, który natychmiastowo atakuje Moltresa. Niestety, nie ma jak tego uniknąć, przez co dość mocno upada na skały. W zemście, ja, Froakie, Squirtle oraz drugi Piplup atakujemy smokopodobnego pokemona hydro pumpem, który nie dość, że nie pada, to jeszcze bardziej się denerwuje. Szykuje się do zionięcia ogniem, jednakże obrywa stone edge’m, przez co musi wrócić do pokeballa. - Co tu się dzieje?- pyta jakiś chłopak z Golemem. - Moltres… jest MÓJ- odpowiada przez zęby dziwaczny trener, któremu zaczyna odbijać. Z tego powodu chłopak z Golemem zaczyna z nim pojedynek. - Hejka- mówi do mnie Piplup.- To ty byłaś na tej paradzie? - Dokładnie. - Sam miałem tam być, ale byłem zajęty- smuci się. - Chętnie oddam tą torbę- podaję ją mu.- Mnie się nie przyda. - Dziękuję- odpowiada, przeglądając jej zawartość.- Dam ci coś. Piplup wyciąga diadem i zakłada mi go. - Pięknie w nim wyglądasz. - Dziękuję. Po chwili widzimy jakąś dziewczynę na wózku inwalidzkim z jej służącym. - To nasza ciocia, Sylwia- wyjaśnia Squirtle.- Sama chce, żeby ją tak nazywać, a ten chłopak, który pcha jej wózek, to Mikołaj. Jest kamerdynerem w naszym domu. - Prawda. Sylwia jest niewidoma od dziecka, a dzisiaj miała wypadek, przez który musi męczyć się z tym wózkiem. Ma też niedowład lewej ręki. Musi przez to chodzić na bardzo kosztowne rehabilitacje. Jest jednak bardzo emocjonalną osobą- dodaje ze smutkiem Squirtle. - Przykro mi. Mogę jakoś pomóc? - Chcieliśmy zorganizować turniej charytatywny, ale nie udało się… - Mam pewien pomysł… - Są tu Froakie, Piplup i Squirtle?- słyszymy nagle głos niepełnosprawnej. Jest podobny do Amy Winehouse. - Tak, są tu także drugi Piplup, Moltres i dwójka trenerów- jeden z Golemem, a drugi wygląda, jakby wyrwał się z wariatkowa- odpowiada jej Mikołaj. - Mikołaju, nie obrażaj osób z chorobami psychicznymi. Piplupie i Moltresie- próbuje nawiązać kontakt wzrokowy- chodźcie ze mną, jeśli chcecie. Chętnie was przyjmę. - Ależ pani… - Zamilcz. Nie znasz w sobie ani odrobiny uczucia. - Chodź z nami- proponuje Piplup.- Jest u nas bardzo przytulnie. - Chętnie, a ty Moltresie? - Mili jesteście, ale nie ważne, jak bardzo bym chciał- nie mogę. Muszę wracać na Wyspy Oranżowe- po czym odlatuje. - Szkoda…- mówi Squirtle.- Inni ucieszyli by się z poznania legendy. - Chodźmy lepiej- proponuje Froakie. * * * Mija godzina, nim zjawiamy się na miejscu. Dom Sylwii znajduje się gdzieś w okolicach Lasu Ariańskiego, jest też bardzo wysoki (ok. dwa- trzy piętra). Perłowe ściany tworzą ciekawą kompozycję wraz z przepięknym ogrodem, średniej wielkości stawem oraz małą grotą, które znajdują się tuż obok. - To tutaj- mówi Squirtle.- Możesz znaleźć tu praktycznie wszystkie typy pokemonów. Jakie jest twoje pierwsze wrażenie? - Pięknie tu. - Wiadomo. Muszę ci coś jeszcze wyznać. Wiele mieszkańców willi posiada jakieś wady, w sensie ze wzrokiem, chodzeniem lub czymś innym. Mieszka u nas taki Piplup, którego połączono z Weedle. Mimo że mniej więcej normalnie funkcjonuje, to jednak trzeba kupować mu lekarstwa. - Jakie to smutne… - Nie martw się, jakoś dajemy radę- uśmiecha się Froakie- ale nie wiem, jak długo. Wchodzimy do środka. Podłoga jest dębowa, kremowa tapeta pokrywa ściany, schody prawdopodobnie także są zrobione z tego samego materiału, co podłoga. W pokojach obok słychać wiele rozmów. Po chwili pewien Piplup w uroczym stroju przechodzi na drugą stronę z tacą na głowie. Zatrzymuje się, gdy nas zauważa. - Mikołaj, mówiłam ci, żebyś nie uczył jej tego- denerwuje się Sylwia.- Przecież ona nie może tak robić ani ubierać się w tego typu stroje! - Ale… - Żadnego “ale”- po czym daje mu bardzo długi wykład, dlaczego nie chce tego słowa słyszeć. Squirtle podchodzi do Piplupa i bierze od niej tacę. Idą razem do pokoju po prawej. - Słyszałem, że masz jakiś pomysł…- zagaduje Froakie. - Dokładnie. Dotyczy turnieju charytatywnego. Pomyślałam, żeby na dużej kartce odcisnąć nasze stopy w taki sposób, aby utworzyły prośbę o zorganizowanie go. Gdy już się to zrobi, to przekazać ją Administratorowi lub któremuś z Mistrzów Gry o rozpatrzenie prośby. - Dobry pomysł- stwierdza Piplup.- Akurat Natalia, córka Sylwii, coś takiego ma na pewno. Powinna być w swoim pokoju na drugim piętrze. Robimy kilka kroków w stronę schodów. Słyszymy nagle dziwne odgłosy dochodzące z góry. - Kto to? - To właśnie ten Piplup połączony z Weedle. Czasami mu tak odbija. Po chwili widzimy, jak zjeżdża ze schodów. Bardzo… kreatywna zabawa, jeśli mam być szczera. - Co to było?- Sylwia wygląda na przerażoną. - Piplup, Weedle!- odpowiada jej, śmiejąc się. - Chodź tu do mnie, zaraz ci coś dam- oboje idą (na swój sposób) do kuchni.- A ty, Mikołaj, przypilnuj pokemony w salonie. - Oczywiście.- Jest tym zmęczony, ale nie ma wyjścia i tam idzie. Teraz ja, Froakie oraz drugi Piplup możemy spokojnie przejść do pokoju Natalii. Muszę stwierdzić, że wspinaczka po schodach to równie kreatywna zabawa co zjeżdżanie z nich. Dla pokemonów “mojej wielkości” tak trochę ciężko wejść po nich, dodatkowo są strasznie śliskie. Mija ok. pół godziny, nim dostajemy się na piętro. - Jeszcze jedno zostało…- stwierdza Froakie. - Mo… sze… po… móc…?- słyszymy. Skręcam trochę głowę, by zobaczyć, kto to powiedział. Widzę Sevipera. Na jego ciele widać wiele blizn, a jeden z kłów wygląda na pokruszonego. - Seviperze…- waha się chwilę Piplup- chętnie. - To… wsia… daj… cie- wchodzimy na niego, po czym dość szybko dostajemy się na wyższe piętro. - Dziękujemy- mówi Froakie i idziemy w swoje strony. - Co się…? - Ta historia jest zbyt drastyczna, by ją teraz opowiadać- przerywa Piplup. Wchodząc do pokoju Natalii, zauważam wiele porozrzucanych kartek, pędzle spadające z półek, ślady farby i tuszu artystycznie ozdabiające pokój dziewczyny itp. itd. Dziewczyna zaś siedzi przy biurku, kończy robić glinianą (a przynajmniej z podobnego materiału) Shaymin. - Gotowe!- mówi po chwili.- Teraz mogę wypróbować Proszek Ożywienia, który dostałam na urodziny! Wyjmuje z szafki różowy woreczek i szczyptę proszku daje na glinianą postać. Rzeczywiście ożywa. Chwilę chodzi, jednak nagle gdzieś odlatuje. - O nie, byleby nie była gdzieś daleko- panikuje Natalia. I nie mija się daleko od prawdy… - Ojej, już zabieram- podchodzi do mnie i odrywa ode mnie to coś.- Co tutaj tak właściwie robicie? Ja, Piplup i Froakie podlatujemy do pięciu kartek, które układamy obok siebie. Potem podchodzę do tuszu, smaruję nim moje stópki, a następnie robię odbijam ślady stup tak, że wychodzi wiadomość do Natalii (na jednej kartce, nie na wszystkich). Córka Sylwii czyta ją, po czym zgadza się nam pomóc. * * * Razem ze Squirtle biegniemy drogą do Miasta Viridian. Pomimo tłumów, z łatwością odnajdujemy Parlaxi oraz Administratora. Rozmawiają ze sobą. Podchodzimy do nich i przekazujemy wiadomość. Czytają ją na miejscu. Patrzą na siebie, potem na nas, po czym Mistrzyni Gry pyta: - A gdzie chcecie zorganizować ten turniej? Razem z żółwiem pokazujemy salę Brocka. - No to chodźmy się go spytać. W sali Brock wygrywa walkę z jakimś chłopakiem, który wygląda na trochę zdenerwowanego. Zaczyna wygadywać różne głupoty, za które dostaje bana. - Co was tu sprowadza? - Czy zgadzasz się na zorganizowanie turnieju charytatywnego w swojej sali? - Chętnie, o co dokładnie chodzi? Dnia następnego cała sala zapełniła się od tłumów ludzi. Nikt nie przewidział, że bilety mogą się sprzedać w ciągu niecałych 3. minut. Od rozpoczęcia turnieju trenerzy zakładają się, kto go wygra. Miło jest patrzeć na to, a zwłaszcza kibicować. Parlaxi i Administrator obgadują coś, prawdopodobnie sprawę mojej części drożdżówki z kruszonką i rodzynkami przy kawie (pewnie cappuccino) z karmelem i cieście z rabarbarem (toż to skandal, a na walki nawet nie patrzą). Po chwili ich uwagę przykuwa zapowiedź finałowej walki. Jest nie typowa, bo bo jednej stronie wychodzi Blancos, a po drugiej Landryna i Coco. Tłum nagle dostaje “głupawki” i zaczyna wrzeszczeć. Większość krzyczy “Blancos” lub “Landryna” (ciekawe, dlaczego), ale i tak Coco przebija wszystkich (“Coco zawsze spoko”). Drugim takim “dziwactwem” jest fakt, że każdy z trenerów posiada po trzy pokemony przy sobie (pokemon z najwyższym poziomem i dwa między 70., a 90. poziomem). - I to ma być niby sprawiedliwość- uśmiecha się Blancos. - Nie przesadzaj- mówi od niechcenia Coco. - No właśnie. Przecież ty z naszej trójki masz najwyższy poziom!- komentuje Landryna. - Myślisz, że to coś zmienia? - Tak. Jednak po chwili chwila napięcia znika, gdyż każdy dowiaduje się, jakie pokemony zostały wybrane. Blancos ma Shiny Porygona-Z, Swamperta oraz Vanilluxe. Drużyną Landryny są Shiny Latios, Shiny Electrike oraz Shiny Mr. Mime, a u Coco są to Shiny Pinsir, Heatran i Steelix. Blancos patrzy od tak sobie na to i stwierdza: - Dobrze wytrenowane pokemony same się obronią… ale nie przy mnie. Wszyscy się śmieją. Walka ma się zacząć, nagle coś jednak przeszkadza… Wszyscy zaczynają panikować, po czym tłum ludzi i pokemonów ucieka na zewnątrz. Słychać wrzaski, piski etc. Po wyjściu każdy rozgląda się, jednakże Miasto Viridian nie jest zalane. Wiele osób pyta się, co tak właściwie stało się przed chwilą. Administrator próbuje opanować sytuację. - Spokojnie, pośpiech nie należy do sytuacji normalnych czy tam czego, ale to na prawdę nie jest powód, żeby panikować. To był tylko Kyogre. - Przecież u mnie jest Kyogre!- krzyczy nagle ponad dwadzieścia osób. - Poważnie? W tym momencie zaczyna się dyskusja na temat Kyogrów. Żegnam się z moimi przyjaciółmi i idę do Ptasiej Kniei. Jest tu kilku trenerów, rozmawiają ze sobą. Spokojnie sobie przechodzę obok trenera o imieniu Tyron. Po chwili widzę Kapitana Jacka. Uśmiecha się. Podchodzę bliżej, gdy nagle słyszę. - Piplup? Odwracam się. Widzę tego samego Oshawotta, co wcześniej. To by musiało oznaczać, że jej trener jest gdzieś w pobliżu i z kimś rozmawia. - Oshawott? - Obiecaj, że wrócisz. - Obiecuję. - Żegnaj. - Pa. Idę na statek Jacka i odpływam. Nagle słyszę dziwne krzyki. - Wika, czemu ty sobie tak leżysz?- pyta mnie Sara. - Śpię, nie widzisz?- odpowiadam, wstając. - A już się bałam, że przez ten żart nie żyjesz. - Żart? - Tak, razem z Szymonem i jego kolegami chcieliśmy cię wystraszyć. Chyba się udało. - Powiedzmy, że ci wierzę- śmiejemy się i wracamy do domu. Mimo, że nie wiem, ile w ogóle byłam w świecie PokeGry, to muszę przyznać, że przyjemnie go spędziłam. Koniec, Anonimowa.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Przeglądając tą stronę akceptujesz naszą politykę prywatności. Przeczytaj więcej: Polityka prywatności