Parlaxi

Konkurs listopadowy

19 postów w tym temacie

Listopad od dawna kojarzy się z czasem zadumy, szarością i stosunkowo ponurym nastrojem. Bardzo często nie ma już w tym czasie liści na drzewach, są mgły/szron, błoto, pada deszcz i ogólnie jest dość melancholijnie czy wręcz paskudnie.
I właśnie dlatego, na zasadzie drobnego eksperymentu, ten konkurs również będzie skupiał się wokół listopadowych nastrojów (bo i dlaczego wszystkie konkursy muszą być wesołe, radosne i pełne ciepłych i intensywnych kolorów? ;) )

Jest to konkurs wspólny dla Graczy PG i DG - i dla każdej grupy Uczestników są przewidziane nagrody! :)

Uczestnicy konkursu będą mieli do wyboru:
a ) narysować bądź namalować listopadowy obrazek używając wyłącznie odcieni szarości, czerni (czyli: ołówków, węgla, czarnych kredek/pasteli, czarnego tuszu, flamastrów w odpowiednich kolorach itp) oraz bieli dla uzyskania kontrastów.
b ) napisać krótkie opowiadanie związane z listopadem (od spaceru po lesie, po wizytę na cmentarzu)

W pracy konkursowej musi brać udział wybrany przez Was pupil (pokemon lub pies)

Tak, jak do tej pory, jeden Gracz może złożyć jedną pracę, jeśli jednak Gracz gra w OBIE Gry, może złożyć DWIE prace (po jednej w każdej "konkurencji" ;) )

Prace należy podpisać nickiem z Gry.

Rozpoczęcie konkursu: 10.10.2016
Zakończenie składania prac konkursowych: 31.10.2016
Rozstrzygnięcie konkursu: 01.11.2016

Sposób składania prac: jako załącznik w poście tutaj, w tym wątku, żadnych linków do serwerów zewnętrznych.
Sposób głosowania na prace Uczestników: poprzez kliknięcie "lubię to"

Prace należy podpisać nickiem z Gry.

Przewidziane są nagrody w grze - niespodzianki ;)

 

UWAGA! Osoby, które bawią się w naruszanie regulaminu (multikonta) są proszone o zdecydowanie się na jedno konto i jedną pracę. Próby oszustwa będą niestety nagradzane inaczej..
 

Przypomnę obowiązujące reguły głosowania za pomocą przycisku "lubię to":

1. Nie głosujemy na swoją pracę. Wszyscy wiemy, że każdy uważa swoją pracę za najlepszą, najładniejszą itd (i jak najbardziej macie do tego prawo ;) ) Nie zmienia to jednak faktu, że cudze prace mogą być równie ciekawe!

2. Osoby, które bawią się w naruszanie regulaminu (multikonta) są proszone o nie nabijanie punktów swojej pracy konkursowej. Za taki proceder praca dostanie tyle punktów ujemnych, ile multi zostało użytych do podbicia. Administracja patrzy na Was! B)

 

Z racji tego, że podczas niektórych Konkursów dochodziło do najróżniejszych niesportowych czy wręcz nieuczciwych zachowań, zaznaczę raz jeszcze najważniejszą sprawę:

 

Pamiętajcie, że oceniana ma być PRACA KONKURSOWA, a nie osoba, która pracę złożyła.

Zrozumiałym jest, że są tu różne sympatie i antypatie, nie powinny one jednak wpływać na ocenę PRACY KONKURSOWEJ.

 

Przykład 1. Gracz A lubi Gracza B, ale podoba mu się praca Gracza C. Nie polubi jednak pracy Gracza C w obawie, że Gracz B "może się na niego obrazić".

Przykład 2. Gracz A szczerze nie lubi Gracza B, mimo iż praca Gracza B jest znacznie lepsza od pracy Gracza C. Jednak głos odda na pracę Gracza C tylko i wyłącznie dlatego, że "nie jest to Gracz B"

Przykład 3. Gracz D zaproponował Graczowi A, żeby oddał głos na jego pracę (lub pracę konkretnego Gracza). Gracz A dał się przekupić, mimo iż prace innych uczestników były znacznie lepsze w jego ocenie.

 

Wierzę, że uda się przeprowadzić konkurs bez niepotrzebnych nieporozumień. Więc: nie prosimy o głosy, nie typujemy konkretnej pracy jako "TEJ JEDYNEJ SŁUSZNEJ" - każdy głos ma być jak najbardziej subiektywny, jednak starajcie się nie podszywać tego odczuciami względem Uczestnika konkursu :)

I nie zamartwiajcie się, komu dać swój głos - możecie polubić każdą pracę konkursową, byle nie swoją własną ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Można w dwie osoby

Edytowano przez Parlaxi
Nagroda jest dla osoby składającej pracę. To, jak się dogadacie między sobą - Wasza sprawa ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Shiny Mew.jpg

P.S.

Nie zmienię, nie robię dla wygranej, wrzuciłam, bo miałam pomysł na wykonanie :D

Edytowano przez Parlaxi
Ok, wg życzenia :) Praca piękna :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wracałam do domu. Dzień był jesienny, szary i smutny. Na niebie płynęły chmury we wszystkich odcieniach szarości. Wicher pchał je dalej i dalej, a wciąż napływały następne i wszystkie płakały deszczem. Ulicami przemykali zmoczeni przechodnie, ze spuszczonymi głowami, drżąc z zimna i chowając głowy w kaptury i kołnierze. Nikt się nie zatrzymywał, nie było słychać rozmów ani wesołych okrzyków. Samochody przejeżdżały przez kałuże i szybko znikały za zakrętem. Tramwaje i autobusy zawoziły zmęczonych, smutnych ludzi do domów. Wszyscy uciekali...jak najdalej od tego ponurego, szaro-burego, mglistego i mokrego świata. A deszcz padał, padał, padał...

Wszystko było szare, nijakie i niewyraźne. Szare domy, ciemne ulice, popielate samochody, tramwaje i autobusy, prawie czarne niebo, brunatne drzewa i ostatnie brązowe liście – wszystko było ponure i takie nieprzyjazne.

Byłam już cała mokra. Czarny parasol, pożyczony od taty, nic nie pomagał, wiatr wszędzie wciskał krople deszczu. Razem z kilkoma szarymi, równie mokrymi jak ja, osobami, czekałam na tramwaj.

Wreszcie nadjechał w strugach deszczu.

Od przystanku do domu ruszyłam szybkim krokiem, by jak najszybciej minąć szarość jesiennego dnia i ogrzać się w cieple domu.

Nagle z mglistej, mokrej i szarej uliczki, niedaleko mojego domu, wyskoczyło szczekające radośnie psisko i machając ogonem odtańczyło wokół mnie wesoły taniec. To moja Balbinka, kochana sunia, wybiegła mnie przywitać. Szare, ponure i smutne zniknęło, chyba nawet deszcz przestał padać, a wiatr ucichł. Skakałam z Balbiną przez kałuże, a ona wesoło szczekała i merdała ogonem. Do domu weszłam mokra, ale z uśmiechem na twarzy. Jesień wcale nie musi być smutna i ponura :)

DG - nickname

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ciągle pada deszcz. Na dworze zimno, nie chcę się wychodzić. Ale dla zdrowia, czas wybrać się do lasu z psem. Kałuże na ulicach , błoto no cóż przecież to taka pora . Po cały dniu chodzenia po lesie, aż mi nogi bolały.A pies wykończony sił już nie miał aż go nosiłem na rękach. Z głodu kupiłem sobie pysznego hamburgera i podzieliłem się z psem. I postanowiłem go rzucić niezbędne kilogramy ,po zjedzeniu go. I postanowiłem z wraz moim ukochanym psem po biegać i zrobić kilka kółek.Nagle poślizgnąłem  się na błocie.Na szczęście mój pies nie uciekł ! O mój boże! Co ja zrobiłem? Szybko z psem  podbiegłem do domu, wykąpałem się, a później jego. A już chciałem znów wyjść na spacer, a to już koniec opowiadania.:(:(:( Jakie to smutne,aż płakać się chce:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

                Jest listopad. Deszcz, mróz, wszędzie szarość. Na tle tej szarości wyróżniają się tylko pokemony szykujące się na zimę. Postanowiliśmy z Gengarem wracać z Lavender Town przez Cieniste równiny (tak było bliżej niż przez Las Ariański). Do Lavender Town chodzimy dwa razy w tygodniu, by zapalić znicz dla bliskiego przyjaciela mego towarzysza. To co przeżył sprawiło, że z wiecznie uśmiechniętego, psotnego pokemona stał się osowiały, po prostu przypominał pogodę wokół.

                To co działo się w tamtym czasie pamiętam, tak dobrze, jakby wydarzyło się wczoraj.

                Był to typowy październikowy poranek. Mimo pochmurnej pogody pozwoliłam Gengarowi na zabawę w Lesie Ariańskim. Czytałam sobie gazetę, gdy nagle, zauważyłam jak pokemon z Deerlingiem i Chimcharem biegną w stronę mojego domu (miałam najbliżej do lasu). Cała trójka była przerażona. Nie wiedziałam dlaczego, dopóki nie spostrzegłam, że Gengar coś trzymał kurczowo w łapkach.

                Świeżo co nauczony telepatii, zaczął wołać: „Puzuar pomóż! Stado Meowth zaatakowało go podczas zabawy w chowanego”. Bez chwili namysłu pobiegłam po ręcznik, zawinęłam go i pośpiesznie pobiegliśmy do Centrum Pokemon. Niestety po 3 godzinach maluszek zmarł na wskutek obrażeń.

                Wraz z grupką trenerów zorganizowaliśmy pogrzeb w Lavender Town. Oprócz trenerów przyszły również przyjaciele pokemona z Lasu Ariańskiego.

                Od tamtych wydarzeń ciągle pada. Minął miesiąc, nic nie jest takie jak powinno. Gengar już się nie uśmiecha, w okolicach Viridian cisza. Dzikie pokemony nie mają ochoty się bawić. Słychać jak krople deszczu odbijają się od powierzchni parasola.

                Nagle Gengar stanął. Spoglądał jak małe pokemony, które uciekły z Pokeballi chłopca, bawią się w deszczu. Po chwili było słychać płacz i głos pokemona

                - Puzuar! On nie wróci. Prawda? Mój przyjaciel Dedenne…

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Korona Stworzenia - Zakładka "Zakurzone Opowieści"

Wers 2455 Akapit 67 Adnotacja 122

Dnia 12.10.159r nne. "Legenda"

 

"Mówią że słowa nie mają znaczenia

a tylko czyny się liczą, gesty zapomnienia

Lecz cóż oni mogą, ślepi w zatraceniu

oceniając nas w swoich, skrzydeł cieniu..."

 

Wolumin stary spadł głucho na ławę

Prosto w Artemiza... ubogą, ciepłą strawe

Opasła księga, ostatki jadła rozlała

Po drewnianej ławie, po spodniach spływała

Zadumał się... Spoglądając na ławe

Wyczuł On w kartach, w wersach obławe

Spisaną wiecznym woskiem w treści

Prawa zapomnianego które się mieści

Na pierwszej stronie splamionej atramentem

Czytanej w świętości z czystym akcentem

Starodawna opowieść spisana dla ludzi

Lecz by ją zrozumieć, nikt się nie trudzi

I tylko On jeden wiedział dlaczego spadła

Księga woskiem spisana, do jego jadła

 

 

Wziął mokrą w dłonie, przewracał karty

Czytał zachłannie, choć czuł się, rozdarty

Gdyż historia którą ujrzał, na powrót, tej jesieni

Spojrzenie na listopad, na zawsze Mu, zmieni

Wolumin który nie był, a jednak stał się wzorem

Który w szarości dnia wypełnił Go... komnate spokojem

 

 

"Życie zaklete w oczach litwick" tytuł głosił

Przeczytał głośno a kurz się unosił

I wstęp na skraju rogu pierwszej strony

"Spójrz i nie bądz dłużej już strapiony"

 

Przyjęte jest że każdy pokemon za życia

Ma swojego trenera, przyjaciela i litwicka

Dla każdego stworzenia jest odmiennej natury

Różnią się między soba, są innej postury

A najważniejsze są trzy atuty świecy

Płomień, Prawe oko i Kto im daje Plecy

Przykład podany był na marginesie

"Niech tylko wyobraźnia, Ciebie nie poniesie"

 

Oddish miał malutkiego litwicka w kulce

Chował się On zawsze na dębowej półce

Płomień uzdrawiał, choć był niewielki

Niewiele większy od morskiej muszelki

Lewe jego oko dla każdego takie same

Prawe zakryte, w zieloności trawy, skąpane

Widziało swojego trenera który plecy dawał

Przez pryzmat oddisha, życiem jego władał

Oddish miał litwicka który czas mu mierzył

Z wosku przyjaciela ktory w niego wierzył

Kolor oczu litwicka był duszy obrazem

Trener był plecami i wszystkim zarazem

 

Przyjęte jest że każdy litwcik ma ustalony czas żywota

Kiedy płomień gaśnie pokemon przechodzi przez wrota

Znajdujące się na Cmentarzu Laprasów, pierwszego listopada

Kiedy jesień szara, złotem otula a deszcz nie pada

Każdy podąrza do nieba bo piekło dla pokemonów nie istnieje

Pokemony zawsze dobre, dla nich niebiański wiatr wieje

Chwila zadumy... "Wyobraźnia niech poniesie"

Na skrzydłach woskowych.. w Oddisha las niesie"

 

Na Cmentarzu Laprasów pokemony w tłumie

Wśród swoich.. między braćmi w ciszy i w zadumie

Kroczyły pogodne na spotkanie z końcem czasu

Cichutko z uśmiechem, nie robiąc chałasu

Wybieram Cię Oddish...

...a płomień wiatr niesie

Dusze trawiastą do nieba poniesie

Malutkimi stopkami zadepcze ślady swoje

i odejdzie przez wrota.. odejdą oboje

 

Przyjęte jest że każdy trener też posiada litwicka

Zradza się On niepostrzeżenie, gdy czas umyka

Trenerowi który potrafi oddać pokemonowi całe serce

A ten oddaje swoje, na łapkach, a życie w podzięce

Dzieli litwick na dwa, takie same, złączone mocą

I już na zawsze Oddish z Trenerem, jedną drogą kroczą

Oddish walczył... lecz spadł w przepaść na skały

Trener krzyczał w rozpaczy... ostre krawędzie litwicka zabrały

I nie mogąc znieść utraty... drogi którą z nim kroczył

Na spotkanie z wrotami... Pewny... Do Oddisha skoczył

 

Wybieram Cię Oddish..

... dwa płomienie wiatr niesie

Dusze trawiaste do nieba poniesie

A liście wiatr... dłoń głaska

Trener Go tuli... to końca... namiastka

 

Przyjęte jest że litwick potrafi jesienią, raz na tysiąc lat

Przeistoczyć się w lamptena, zmienić pokemona, trenera i ich świat

Płomień zostaje zamknięty w krysztale i jest chroniony

Jest w jednym miejscu i nie rozdmuchuje go na wszystkie strony

Ta moc posiadania nadana jest pokemonom bez przyczyny

Kiedy stworzenie potrafi popatrzeć na świat i wybaczyć swe winy

Płomień rośnie i ogrzewa a pokemon otrzymuje lśniącą aure...

 

Artemiz przerywa czytanie. Czy mnie kiedyś to spotka?

Popatrzył na margines a tam delikatnie zatarta, mała notka

 

"Pierwszej złocistej jesieni w zadumie

Odszedl mój Ponyta w braci tłumie

 

Wybieram Cię Ponyta..

...a płomień wiatr niesie

Dusze ognistą do nieba poniesie

Kopytkami zastuka o bruk do piekła

I popędzi galopem.. dusza pociekła

Woskiem po oczach litwick, iskrzących sie w mroku

Tego ostatniego listopada, bierzącego roku..."

 

 

Lśniąca aura trwa do końca żywota pokemona, jednak ma wade

Żyje wiecznie do momentu aż jego trener w pojedynku z wrotami nie da rade

Przyjęte jest że trener ma zawsze i wyłącznie litwicka

Nie dostaje lamptena a czas jego, jak czlowieczy czas, mu pomyka

Lśniące pokemony trwają tak długo jak ich trener plecy im daje

Plecy czli ochrone miłość i wsparcie kiedy przy nich staje

Dzieki lamptenowi pokemon może żyć wiecznie w lśniącej skórze

Lecz bez pleców, płomień traci blask, a dusza, to tylko napis na murze

 

Oddish przekroczyl wrota a obok stał jego Trener w światłości

Zielone oczy obojga przepełnione były płomieniem trawiastej miłości

Kroczyli dalszą drogą, przed siebie, ścieżką w nieznane

A w księdze zamoczonej w której woskiem było napisane:

 

Za trenerem podążał mały litwick z płomieniem jak muszelka

Za Oddishem leciał lampten, różnica była niewielka

I gdy wrota się zamknęły za nimi , jesienią na cmentarzu

Zapalcie za nich świeczkę, na grobie, na życia ołtarzu...

Bo tylko raz na tysiąc lat w listopadzie, pierwszego dnia

Ta magiczna historia mogła istnieć... dobiegła końca

 

 

Artemiz księge odkłada i o stół się podpiera

Patrzy na swojego Metapoda, Swego przyjaciela

On jeszcze nie wie, nadszedł pierwszy dzień listopada

I gdy czytał karty woskowe chandelure już siada

Obok jego robaka i dusze oczami ciemno zielonymi

przenika bo wie, wiedział zawsze, że będą wiecznymi

Artemiz westchnął bo wszystko było tak proto wyjaśnione

Jak świeczki życia które gasną gdy życie jest stracone

Wytarł by jeszcze spodnie brudne i mokrą podłogę

Metapod się obudził, wziął ścierkę "Ja, Tobie, pomogę"

 

Na ostatniej stronie księgi bylo napisane

Na okładce podartej, atramentem zachlapane:

 

Przyjete jest że raz na całą wieczność lampent się przeistacza

Staje sie chandelurem lecz ma naturę samotnego tułacza

Który niechętnie a wręcz wcale do pokemona się nie przykleja

Próżno go spotkać a mieć Go za plecami to pusta nadzieja

Powstaje nie z płomienia, nie z lewego oka ani pleców czy szkalnej ochrony

Jest to tajemnica większa niż zdobycie, zagubionej, wieczystej korony

Jedno jest pewne Trener i pokemon żyją wiecznie

Nie przekraczają wrót nigdy, żyją pod prąd, wstecznie

A sam chandelure jest zdolny do tego

By mieć dodatkowe cztery płomienie dla innego

Zagubionego pokemona co stracił litwicka

Na tym tom pierwszy księgi się zamyka...

 

Artemiz jeszcze nie wie, ale wkrótce się zorientuje

Na czym ta historia, na czym się buduje

I będzie wiadome że jesień to nie płomień w kominku

To nie Odissh z Trenerem i w bułce garść kminku

Którą zjadł z zupą która się... rozlała

Przez księgę życia co do rąk Mu.. wpadała

 

 

"Mówią że słowa nie mają żadnego znaczenia

I że łatwo je tworzyć, w magii uzdrowienia

Lecz czasem wierzymy że to jest płomień blady

Który ma wszelkie zalety i musi mieć wady"

 

Została jeszcze obława –

to pokusa... którą świat nam skrada

 

Z wyrazami szacunku Groszek Zielony

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gdy zgasło już ostatnie światło na niebie wtedy obudziłem się i jak zawsze musiało padać. Wstałem z łóżka ,ale nie czułem się najlepiej, więc postanowiłem się wyjść na spacer.  Założyłem kurtkę i buty, zabrałem ze sobą psa żeby było mi raźniej. Gdy przechodziliśmy pewną uliczką coś go w oddali zainteresowało i pobiegł w tamtą stronę.  Wołałem go, ale on nie przychodził więc postanowiłem go poszukać. Wróciłem do domu po latarkę i ruszyłem w pogoń przez las. Znalazłem go zapatrzonego w mały, dziecięcy wózeczek. Gdy pochyliłem się nad nim ujrzałem, że w wózku leży małe dziecko. Wołałem, ale nikt nie przychodził. Postanowiłem, że zabiorę je ze sobą do domu. Gdy wróciliśmy na niebie ukazywało się słońce. Pomimo tego, że byłem śpiący i tak nie mogłem zasnąć. Po głowie chodziła mi myśl co zrobić z dzieckiem. Nagle z sąsiedniego pokoju usłyszałem płacz i szczekanie psa. Szybko zerwałem się z łóżka i pobiegłem w stronę źródła dźwięku. Nad wózeczkiem dziecka stała jakaś postać, jakby szepcząca "porzuć to dziecko, będzie źle z tobą jeśli tego nie zrobisz". Po chwili postać znikła jak gdyby nigdy nic. Ja, przerażony, stojąc w progu pokoju jak osłupiały wyszeptałem jedno słowo "czemu?" . Pomyślałem: "Dlaczego zawsze takie rzeczy mnie się przytrafiają?" Tego samego dnia zadzwoniłem do domu dziecka i na policję. Wytłumaczyłem im całą sytuację. Ale gdy podałem miejsce gdzie je znalazłem konwersacja się zakończyła. Żaden z domów dziecka do którego zadzwoniłem nie chciało go przyjąć. Zmęczony całym dniem położyłem się wcześniej i pogodziłem się z myślą że muszę się nim zaopiekować.Był to chłopiec dałem mu na imię Merlin.

 "Dwadzieścia lat później"
 

Stałem się ciągle: siedzącym w bujanym fotelu zmierzłym staruszkiem z którym nikt nie chce rozmawiać.Mój przybrany syn wyprowadził się i rzadko mnie odwiedzał. Położyłem się o 16:30. Myślałem ,że Merlin chciał mnie odwiedzić ale wtargnął do domu jak burza pies zaczął na niego szczekać.  Zakradł się do mojego pokoju z nożem w ręku . Zaczął biec w moją stronę ale nagle upadł podszedłem do jego ciała ,ale on już nie żył. Po chwili do domu wtargnęła policja którą 20 lat temu prosił o rozwiązanie sprawy z dzieckiem. Dowódca policji podszedł do mnie i wytłumaczył mi ,że obserwowali Merlina.Mówili ,że to dziecko było synem szatana.Młody Belzebub miał zamordować tego który go znalazł to był cel jego życia. Byłem przerażony dostałem zawału. Kilka dni leżałem w szpitalu. Wypuścili mnie i od razu się wyprowadziłem . Nie chciałem już nic mieć z tym wspólnego. Chciałem jednego . Zapomnieć o tym co się wydarzyło.

THE END

 

Nick z gry : Szumi =^.^=

 

Myślałem że nie trzeba grać w DG żeby można wziąć udział

Edytowano przez Parlaxi
Specjalnie dla Ciebie będę rozpisywała każdy konkurs tak jasno, żebyś nie miał problemów ze zrozumieniem zasad ;) Gracze PG = pokemon, Gracze DG = pies

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Pewnego dnia w samo południe Snorlax mój stwierdził że z nudów schudnie,

Na dworzu zimno i ciągle pada snorlaxowi szybko waga spada,

Tak być nie może pomyślałem i pokemona na spacer zabrałem,

Było fajnie lecz wróciliśmy wcześnie Snorlax powiedział że ma depresje,

Nic dziwnego jesienna pogoda nam radości nie doda,

Smutny Snorlax siedzi i ziewa wszystkiego mu się odechciewa,

Nagle wstał i powiedział do mnie : zapadam w sen zimowy,

Obudź mnie na wiosne kiedy trawa zielona urośnie. :D

Nick w PG - Domiin

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

"od spaceru po lesie, po wizytę na cmentarzu"*

- Chodź Pikachu, jedziemy do lasu! Na grzyby. Wrzuci się w ocet i na wigilijny stół będą jak znalazł!  No właśnie; dokładnie! "grzyby jak znalazł". Bo widzisz Pika; wigilia bez grzybów, to jak  ryba bez roweru... muszą być, bo dzień święty święcić trza!
- Pika, pika!
- ucieszył się Źółtek; lubił las. 
Szukamy; godzinę, dwie, trzy.... żadnej gąski! Jakaś dżuma czy cholera grzybowa? Oj! a  może jaki urok szatański.
A na to akurat mam sposób; ofiarę Szatanowi trza złożyć, bo pewnie rzucił na mnie klątwę,  bo wnerwił się, że Radia MaRyja słucham.... nóż mam, bo na grzyby go wzięłam; spojrzałam  na Pikachu; mam też zwierzę na ofiarę; łatwy rytuał do zrobienia.
- Chodź żółty towarzyszu, jedziemy na cmentarz.
- Pika? Pika?
- zadziwił się, że aż mu szczena opadła.
- Pobawimy się na cmentarzu w chowanego - wyjaśniłam.
- Pi... - tak dziada zatkało, że nie dokończył zdania.

***

Cholera, tyle grobów, a na każdym krzyże, aniołki dla dzieci, Eloe dla dorosłych;  Thanatosy jakieś, przecież w takiej scenografii to mogę składać ofiarę Jahve, a nie  Szatanowi. Megakicha! Myślę, myślę i nagle! Eureka!
- Pikachu, jedziemy na warszawską, na prawosławny cmentarz, tam w chowanego lepiej się  bawić.

***

Jaki piękny widok! Wśród starych drzew, masowe groby żołnierzy, od lat opuszczone, pokryte  trawą i chwastami, a pośrodku pomnik z dwujęzyczną tablicą i z Czerwoną Gwiazdą powyżej!
- Sami ateiści i komuniści! Sami wrogowie wiary! Doskonałe miejsce na ofiarę dla Szatana!
Złapałam żółtego za tylne łapy i bach! go brzuchem do góry na pierwszy grób z brzegu.  Pochylam się, sięgam po nóż... a tu patrzę; grzyby! Rozglądam się, a tu wszędzie przy  drzewach, na drzewach, a i w trawie na grobach całe stada opieniek i boczniaków!
- Szatanie! - szepcę - najpierw ofiara, a potem nagroda! A nie odwrotnie; tyle grzybów!  Ale ty jesteś zdolniacha, tylko trochę bałaganiarz.
No, co się dziwię? W końcu Szatan jest przecież chaotą; discordianinem aż miło.
- Pikachu, mój żół... ups! mój czerwony towarzyszu, a o kant dupy potłuc tego chowanego.  Bierzemy się za zbieranie! Boczniaki pójdą w ocet, a opieńki ususzymy i w Wigilię zrobimy  z nich uszka grzybowe do barszczyku - czerwonego, oczywiście!

***

Oczyściłam grzyby; boczniaki na kaloryfer; opieńki do gara; koniec pracy.
- Wiesz Pikaczu? - mówię - dzisiaj, to się cudem ze stryczka urwałeś. Zaśpiewałbyś coś  Szatanowi w ramach wdzięczności.
- Pika pika - pika pika - pikaaaaaaa - pika!
- zapikapikował na melodię znaną mu ze  stadionu Radomiaczka.
- Mogłeś coś sensowniejszego zaśpiewać; "Hymn do Szatana" Carducciego, albo "Litanie Do  Szatana" Baudelaire'a; ale nie martw się - pocieszyłam gada - Jak to mówi się: "ujdzie w  tłoku".
I tak dumam; jak spędzić resztę wieczoru? A tu dziś już drugi raz: Eureka!
- Urwałeś się ze stryczka, albo się i nie urwałeś - powiedziałam sobie w myślach; i już na  głos. 
- Pikachu? Pogramy w PokeGrę?
- Pika, pika!
- ucieszył się.
- To włączę komputer, pójdziemy sobie na takie jedno Wzgórze... i Zapdosa poszukamy - i w  myślach znowu - - zobaczymy, czy się dziś ze stryczka urwałeś...

abangel, październik 2016

* tytuł nie jest mój, by praw autorskich nie naruszyć, informuję, że wzięłam go z  Regulaminu Konkursu napisanego przez Tą, Której Imienia nie wolno wymawiać. A informuję o  tym, bowiem tekst ten, autorstwa Czarnej Pani stał się natchnieniem. 
Dosłownie! W sekundę po jego przeczytaniu, miałam w głowie całą akcję; a to  najtrudniejsze! Bo jak jest pomysł akcji; opowiedzieć ją, to już tylko 30-minutowa  formalność i kilka dni poprawek. Dziękuje więc Lordini za te 8 słów, bez których nie  napisałabym powyższego tekstu; co byłoby wiekopomną stratą dla literatury polskiej.
(chyba powyżej, jakaś inna bajka mi się przypałętała?. W TV leciały właśnie "Insygnia  Śmierci cz.1" - Chyba muszę jaranie THC ograniczyć; tylko: "Znał kto kiedy poetę  trzeźwego? Nie uczyni taki nic dobrego." Już 500 lat temu wiedział o tym Jan z Czarnolasu)

Edytowano przez Parlaxi
Dość kontrowersyjna praca, ale w 100% w Twoim stylu :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kurczę, Pasta rzuciła to teraz nie mogę być gorsza

Jeśli listopad to Wszystkich świętych, a jeśli Wszystkich świętych to i Dziady! Czyli pora odwiedzania wszystkich piesków ubitych na legowiska i zabaweczki eventowe

ce listopad.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

To już rok... Tak samo, jak poprzednim razem, ciężkie deszczowe chmury przysłaniają niebo, gnane lodowatym wiatrem. Mała mogiłka na skraju lasu już nie jest taka samotna. Pojawiła się nowa, świeżo wymurowana i zalana kwiatami i zniczami... Pewnie niedawno był pogrzeb.

Stary pan Józef grabił liście i zamiatał alejki.
- Nie można tu wchodzić z psem... - zaczął, po czym rozpoznał mnie i mojego starego Ramzesa. - A, to pani... Dobrze, wyjątkowo przymknę oko na zasady, pani pies wygląda jak prawdziwy żałobnik z tym bukietem w pysku. Jak się pani czuje?
- Witam, panie Józefie. Nie najgorzej, dziękuję. Nieco lepiej ze zdrowiem...
Kolejny silny podmuch wiatru rozdmuchał niewielką kupkę zgrabionych liści z powrotem na alejkę.
- Taka robota przy tej pogodzie to syzyfowa praca! - mruknął pod nosem. - No ale co poradzić? Na jutro musi być tutaj porządek, od rana procesje...
- Dobrze, nie będziemy panu przeszkadzać - odparłam. - Zdrowia życzę.
- Dziękuję i wzajemnie - rzekł pan Józef starając się zdążyć zgrabić uciekające z wiatrem liście.

Podeszłam do małego grobu. Ostatni znicz właśnie dogasał. Zgarnęłam liście, które przywiał wiatr. "Kochanemu synkowi"... Jak zwykle łzy napłynęły mi do oczu. Niechciany i chciany jednocześnie. Wymuszony stosunek zaowocował nowym życiem - życiem, które mimo wszystko starałam się utrzymać pod sercem, chociaż lekarze od samego początku mówili, że szanse na to są nikłe, że mój organizm najprawdopodobniej mimo najlepszych starań nas wszystkich odrzuci ciążę, bo jest za słaby... I jeszcze ten krwiak...

Chybotliwy płomień zgasł. Wyjęłam nowe wkłady, wymieniłam i zapaliłam knoty. Ramzes położył bukiet na nagrobku i liznął mnie po dłoni. Patrzył na mnie swoimi wielkimi, smutnymi oczami. Przytuliłam go.
- Tak, Ramzesik - podrapałam go za uszami. - Wiem, że tobie też jest smutno. Nie dane ci było zobaczyć tego maleństwa... Byłby ślicznym chłopcem...

Kolejny lodowaty podmuch przyniósł ze sobą wilgoć i kolejną garść liści. Wstawiłam bukiet do wazonu, zabrałam stare kwiaty i wypalone wkłady. Wyrzucę je wychodząc z cmentarza. Wyjęłam butelkę wody i nalałam nieco do wazonu. "Nie ma sensu dolewać więcej, skoro ma padać" - pomyślałam.
- Dobrze, piesiu, wracamy do domu, zanim nas deszcz zmoczy. Z tego wszystkiego zapomniałam wziąć z domu parasola...
- Łof! - szczeknął, trącił mnie nosem i zamerdał ogonem.
- Tak, wiem... Kiedyś zapomnę o własnej głowie! - podrapałam pupila po grzbiecie, za co dostałam mokre liźnięcie.

Rozejrzałam się po cmentarzu. Nikogo już nie było, nawet pana Józefa. Pierwsze krople deszczu spadły mi na twarz kilka kroków za bramą cmentarza. A może to były moje łzy?...

 

==== Nick w DG: Arvea ====

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Konkurs został zamknięty automatycznie, jednak sam się nie rozstrzygnie..

Wszystkie prace miały w sobie "to coś", każda była na swój sposób wyjątkowa i niepowtarzalna - i każda z nich miała szansę bronić się sama. Niestety, z przykrością muszę wykluczyć z podium dwie prace, zostaną jednak przeze mnie wyróżnione upominkiem w Grze. Jedną z nich jest praca SuperUlika (ten kolor był niepotrzebny. Szaro-brązowy i szaro-niebieski to też odcień szarości, fakt - jednak nie o takie odcienie mi chodziło. Na przyszłość będę bardziej rozpisywała konkursy lub dołączę osobne FAQ) oraz praca abangel (kochana... :( Dlaczego pokusiłaś się o zachowania niesportowe? :( Dostałam zgłoszenie, na które nie mogłam być ślepa czy głucha :( )

Po zmianach na podium, zwycięzcy przedstawiają się następująco:

PG:

Kategoria RYSUNEK

I miejsce: Tetleyka

II miejsce: Risu

III Miejsce: Canar

Kategoria OPOWIADANIE

I miejsce: Groszek

II miejsce: Puzuar

III Miejsce: Domiin

 

DG:

Kategoria RYSUNEK

I miejsce: Paws

II miejsce:  Pasta

Kategoria OPOWIADANIE

I miejsce: Arvea

II miejsce: Nickname

 

Każdy Uczestnik dostanie drobną nagrodę za udział. Wszystkie nagrody za udział oraz za podium rozda Administrator ;) Wyróżnienia wręczę osobiście :)

Wszystkim Uczestnikom dziękuję za udział i zachęcam do udziału w kolejnych konkursach ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Temat jest zablokowany i nie można w nim pisać.

  • Kto przegląda   0 użytkowników

    Brak zalogowanych użytkowników przegląda tę stronę.